We wrześniu tego roku odbył Się w kościele garnizonowym we Wrocławiu wielki koncert muzyki oratoryjnej z udziałem solistów Opery Warszawskiej i chóru Filharmonii Wrocławskiej. Koncert był transmitowany przez telewizję.

Słowo wstępne wygłosił ksiądz Franciszek Kubsz.

Nawy kościoła garnizonowego wypełniły się po brzegi miłośnikami muzyki oratoryjnej.

Wśród słuchaczy jednego z koncertów znalazł się mój przyjaciel, Bronisław Dobrowolski, były kościuszkowiec. Po raz pierwszy zetknąłem się z nim przeszło dwadzieścia trzy lata temu, na niwie pracy oświatowej w Pierwszej Dywizji. Jego domeną był rysunek, karykatura i muzyka. Temu ostatniemu zamiłowaniu pozostał wierny do chwili obecnej. Może to kogoś zdziwić, ale dopiero podczas tego koncertu Dobrowolski dowiedział się, iż ksiądz Kubsz jest byłym kapelanem naszej dywizji.

 Kolega Dobrowolski spowodował też, że odwiedziliśmy kapelana w probostwie, nie uprzedzając go zresztą o tej wizycie.

Na wizytę tę wybraliśmy dzień niezwykły: 12 października, rocznicę bitwy pod Lenino.

Ksiądz Franciszek Kubsz przyjął nas życzliwie, choć nie wiedział, co nas do niego sprowadziło.

— Czym mogę służyć?

Podaję księdzu biało-czerwone róże.

— To od frontowych kolegów.

Ksiądz, jak gdyby zaskoczony, patrzy na nas wyczekująco. Wymieniamy więc swoje nazwiska i okres służby w Pierwszej Dywizji. Zaproszeni, siadamy do stołu. Od słowa do słowa i przechodzimy do wspomnień. Zaczynajmy od okresu formowania dywizji, od dni, które ciągle mamy przed oczyma.

— Pamiętam — mówię — jak w czasie przysięgi dywizji, 15 lipca, ksiądz stał po lewej stronie pułkownika Berlinga. Po prawej stali wtedy Wasilewska i Lampe.

Gospodarz kiwa potakująco głową, po czym cofa się wspomnieniami do twardych i ciężkich dni partyzantki.

Była wtedy zima 1941 roku. Ks. Kubsz po ucieczce z gestapo, w czasie której ostrzeliwano go z broni maszynowej, urzeczywistnia swój zamiar i w lasach poleskich zgłasza się do partyzantki radzieckiej. Następują dni walk partyzanckich, śmiałych akcji, wysadzania pociągów, okrążeń, głodu i zimna, mrozów, marszów przez bagna. W czasie gdy żołnierze radzieccy toczą gigantyczną bitwę w obronie Moskwy, w lasach Polesia i Wołynia oddział partyzancki, w którym znajduje się ks. Kubsz, prowadzi walkę z przeważającymi silami nieprzyjaciela.

Walka ta trwa długo. Najbardziej dramatycznym jej wspomnieniem jest wspomnienie ciężkich bojów, które przez okres trzech tygodni, na przełomie lutego i marca 1943 r., okrążony oddział toczył z przeważającymi siłami hitlerowców. W rezultacie partyzanci zdołali wyrwać się z hitlerowskiego pierścienia.

Nadszedł maj 1943 roku. W poleskie bagna wtargnęła wiosna. Któregoś dnia o zmroku na niewielkiej polanie ląduje PO-2. Ostatnie uściski dłoni ks. Kubsza z towarzyszami walk, z którymi dzielił trudy i znoje partyzanckiego życia i „kukuruźnik’* startuje w noc. Kierunek - „Wielka Ziemia”. Zanim samolot wyląduje za linią frontu — zostanie jeszcze zaatakowany przez Me-110. Jego pasażer o włos nie utracił w tej opresji życia. Postrzelany samolot szczęśliwie jednak ląduję w wyznaczonym punkcie.

Rozpoczyna się służba ks. Kubsza w szeregach Pierwszej Dywizji.

Na I Zjeździe Patriotów Polskich w Moskwie ks. Kubsz przemawia i wchodzi w skład Prezydium Z.P.P. A gdy 1 września, w czwartą rocznicę wybuchu wojny polsko-niemieckiej kościuszkowcy ruszają na front — ks. Kubsz ruszą wraz z nimi. Odtąd razem z Dywizją będzie odmierzał długie kilometry i dzielił z żołnierzami trudy marszu.

Leon Pasternak w wierszu p.t. „Warszawskoje szosse” tak napisał:

„...idzie malarz i panna, partyzancka sutanna, pręgi potu i pyłu na twarzy...”

Właśnie w partyzanckiej sutannie szedł razem z synem sybiraka kapelan dywizji.

Zbliżał się dzień pierwszej bitwy. Kiedy pierwszy batalion majora Lachowicza rusza do natarcia na wzgórza za Miereją, pójdzie również z nim do boju kapelan. Po bitwie, poeta i kronikarz Dywizji, Lucjan Szenwald w „Balladzie o pierwszym batalionie” wspomni o księdzu:

„... Tam w kul świergotaniu wypływa nad chorał, jak gdyby w jaskółkach, twarz księdza-majora...”

Na wiosnę 1944 r. gdy Dywizja rozrasta się w Pierwszy Korpus Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR, który następnie zostaje przesunięty ze Smoleńszczyzny w Lasy Kiwerskie i podporządkowany dowódcy Pierwszego Frontu Białoruskiego, gen. armii Rokossowskiemu, ksiądz Kubsz jest już Dziekanem Korpusu.

Wojna trwa. Ksiądz Kubsz niestrudzenie wypełnia swoją misję kapelana. Za swą postawę otrzymuje wysokie odznaczenia bojowe: Krzyż Walecznych, Order Wojny Ojczyźnianej II kl., Krzyż Grunwaldu III kl. i inne.

I oto teraz, po dwudziestu kilku latach, siedzimy razem przy stole w polskim Wrocławiu i mówimy o tamtych niezapomnianych dniach.

Nasza blisko trzygodzinna rozmowa dobiega wreszcie końca. Zegnamy się, słysząc na zakończenie od gospodarza, źe, choć we Wrocławiu mieszka dopiero od 1964 roku, — polubił to miasto ogromnie i czuje się tu doskonale.

Do tych kilku słów o tym tak serdecznym spotkaniu z kapelanem pułkownikiem Franciszkiem Kubszem, chciałbym dodać jeszcze jedno: niech nam ksiądz Kubsz wybaczy tę niezapowiedzianą wizytę w dniu dwunastym października. Przyszliśmy doń z poczucia kombatanckiego obowiązku.

Kpt. rez. PIOTR KONIEWIEGA.

Administrator pragnie złożyć podziękowania za udostępnianie tego materiału Panu Doktorowi Piotrowi Sadowskiemu.

FaLang translation system by Faboba